Polecam


Domki w górach

Maliny i malinopodobne

Żółta malina – to nie żart

Smakiem przypomina najzwyklejszą malinę na świecie, tylko taką z “popsutym” kolorem.
zoltamalinaporannarosa (2)
Tak na prawdę nie jest to wielka nowość, ale jest dość mało popularna i zawsze jestem zaskoczona jak widzę zdziwione miny gości, którym stawiam na stół miseczkę z owocami w tym kolorze i ich niepewność przy próbowaniu pierwszego owocu. U mnie maliny są traktowane wyjątkowo ze względu na swoje właściwości smakowe jak i te lecznicze.  A poza tym tak je lubię, że jeśli w nazwie, bądź opisie jest coś co łączy nowo znalezioną roślinę z tą maliną właściwą, to oczywiście musi znaleźć się w moim ogrodzie. Owoce nie wszystkich roślin malinopodobnych są smaczne, ale i tak sobie rosną w moim ogrodzie jako ciekawostki. Żółta malina akurat należy do tych smacznych i użytecznych. Polowałam na żółte maliny wiele lat, ale nie miałam szczęścia do sprzedawców. Ciągle kupowałam rośliny “pewniaki”, a potem okazywało się że znów zaowocowały na czerwono. W końcu trafiłam na rzetelnego sprzedawcę i w końcu mam swoją żółtą malinę.
zoltamalinaporannarosa1Żeby nie stracić rośliny trzeba ją posadzić z dala od innych malin. Powodem nie jest to że się zapylą, tylko to że żółta malina jest niestety rośliną dużo delikatniejszą od czerwonej i jeśli posadzimy je blisko siebie czerwona zniszczy żółtą. Moja żółta malina to malina powtarzalna tak samo jak czerwona. Zabiegi pielęgnacyjne są takie same. Różnica polega na tym, że tej malinie musimy poświęcić zdecydowanie więcej uwagi. Jest mało odporna na choroby i szkodniki, przy zaniedbaniu przepadnie. Jeżeli chcemy doczekać się solidnych zbiorów musi mieć stanowisko wilgotne ale i słoneczne. Jednak jak roślina dostanie wszystko czego potrzebuje odwdzięczy się wyjątkowo dużymi i smacznymi owocami. Nadają się podobnie jak malina czerwona do wszystkiego i są równie smaczne, jedynie przetwory z nich będą w kolorze jasno żółtym, ale smak i zapach będzie taki jak malina mieć powinna.

Malinowe co nieco

malinaczerwonapolana (1)
Malina to nie tylko pyszny owoc czy rozgrzewający soczek. W mojej piwnicy ( i w barku :o ) jesienią pojawia się dużo różnych malinowych smakołyków. O tych barkowych pisać nie będę bo ten blog nie o tym, a poza tym te smakołyki to już specjalność mojej drugiej połowy :o . Ale wśród wszystkich malinowych darów jest coś na co warto zwrócić uwagę – herbatka malinowa. Tak, tak  susz malinowy to wspaniała herbata o właściwościach dużo lepszych niż zwykła herbata z sokiem malinowym.Obraz 6781Doskonała na rozgrzewkę gdy za oknem  jedyne  ”- 23″  (dzisiejszej nocy ponoć było około “-30″). Przy takich temperaturach łatwo o solidne przeziębienie. nie sposób odmówić dzieciakom zabawy na śniegu, szczególnie jak tak pięknie świeci słońce, ale po takich zabawach wracają z dworu z jednej strony zgrzane wewnątrz i buchające radością a z drugiej przemarznięte jak sopelki lodu. Po takich zabawach najlepsza jest szybka zmiana ciuchów na suche, ciepłe skarpety na nogi i właśnie kubeczek gorącej malinowej herbatki. Smak kwaskowo – malinowy, aromat …. aż nie umiem opisać, no i nie ma strachu o jakieś choróbska. Następnego dnia można powtarzać śnieżne zabawy. Zima to może nie do końca to co tygrysy lubią najbardziej, ale takie piękne, słoneczne i mroźne dni pełne dziecięcego śmiechu przy śnieżnych zabawach rekompensują trochę te wszystkie niemiłe strony zimy.
Herbata z suszu malinowego to coś zupełnie innego niż “sklepowe” herbaty malinowe. Przygotowanie ich jest trochę absorbujące, bo najpierw wiosną trzeba nazbierać młodych listków. Moje zbierane są częściowo z “ogrodowej plantacji” ale nie tylko. W drugiej połowie maja zawsze wybieram się do lasu, który nawiasem mówiąc uwielbiam, na wielkie zbieranie liści malin. Niby to ta sama roślina, jednak smakosze malin doskonale wiedzą że smakiem, aromatem i właściwościami się różnią. Te leśne dla mnie są jak koncentrat wszystkich właściwości i dlatego w suszu znaczna część liści to młode listki leśnych malin. Owoce zbieram dopiero w sierpniu. Na leśne malinobranie już się nie wybieram ale nie dlatego że owoc  jest gorszy, prawdopodobnie byłby lepszy, ale z ….. mięskiem. Tak więc owoce w suszu to same “bezmięsne” maliny jesienne. Na suszarkę wykładam wcześniej wysuszone liście i na nich rozkładam świeże owoce żeby nie przepadł uwalniający się w czasie suszenia z owoców sok tylko wsiąknął w liściany susz .  Czyli jak widać przygotowanie takiej herbatki wymaga trochę uwagi i jest rozciągnięte w czasie na około 3 miesiące, ale warto włożyć tę odrobinę wysiłku, bo zimą to zaprocentuje.  Tak uczciwie mówiąc herbaty malinowe to nie jedyne susze używane w moim domu. Jestem zdecydowaną , wręcz zatwardziałą zwolenniczką życia bliżej natury i w zgodzie z nią, więc “skarbów” owej natury w mojej piwnicy jest zawsze bardzo dużo. Zresztą jestem takim trochę niedzisiejszym typem chomika :o , uwielbiam patrzeć jak na przygotowanych przez mojego Pana specjalnych regałach w piwnicy przybywa słoików, słoiczków, weków i buteleczek. Pod koniec jesieni moja piwnica wygląda jak dobra hurtownia :o , ale mnie właśnie to sprawia ogromną radochę. Znajdzie się tam wszystko. Soki ze wszystkich owoców jakie mam w swoim ogrodzie, a lista jest baaardzo długa, dodatki do obiadów, czyli ogórki na różne sposoby, grzybki, sałatki. Smakołyki dla “słodkojadów”  czyli jakieś dżemy i konfitury. Zasada jest tylko jedna. Nigdy nie kupuję owoców i nie zbieram w przypadkowych miejscach. Wszystko co jest przerabiane pochodzi z mojego, bardzo bogatego ogrodu. Do przeróbki oczywiście idą tylko te owoce których już nie jesteśmy w stanie zjeść na “żywo” , bo wiadomo że takie owoce są najlepsze i żaden przetworzony owoc nie ma takich wartości jak ten surowy. Czasami zastanawiam się jakim cudem tyle dobrodziejstw mieści się na tak niewielkim kawałku ziemi, tym bardziej że duża część mojego ogrodu jest przeznaczona na plac zabaw dla dzieci, których u nas jakoś jest zawsze dużo i czasami nawet trudno mi dociec skąd ich tyle narosło, ale może pod tym moim kawałkiem nieba jest jakiś wyjątkowy klimat i wszystko nienaturalnie rośnie :o …?
Wracając jednak do tematu herbatki malinowej, jest haczyk. Nie jestem specjalistą więc stanowczo wypowiadać się nie będę, ale na herbatkę z suszu malinowego muszą uważać kobiety w ciąży. Sporo czytałam na ten temat i zdania są podzielone, ale lepiej nie ryzykować i zanim kobieta w ciąży sięgnie po ten cudowny napar powinna również o nim poczytać, a może nawet zasięgnąć opinii lekarza prowadzącego. Liście malin mają ponoć takie właściwości że mogą wywołać przedwczesny poród, ale równocześnie pite w odpowiednim czasie mogą być pomocne przy porodzie w odpowiednim czasie. Wrzucając w wyszukiwarkę hasło “herbata malinowa w ciąży” można znaleźć bardzo dużo różnych opinii na ten temat i radzę zainteresowanym paniom poczytać przed sięgnięciem po ten cudowny napar. A teraz już muszę kończyć, bo moja świeżo zaparzona herbatka w ulubionej filiżance stygnie :o Obraz 6724

Cud malina !!! Malina jesienna

Obraz 5932
No i mamy w końcu sezon malinowy w pełni ! Najpyszniejszy owoc pod słońcem i chyba nie ma nikogo kto by się ze mną nie zgodził. Pycha w każdej postaci ! Proszę sobie wyobrazić garść świeżych owoców, prosto z krzaczka wepchnięta do buzi i to uczucie błogości jak z rozgniecionych językiem owoców aromatyczny sok rozpływa się w ustach … a herbatka z suszu malinowego albo chociaż taka tradycyjna z sokiem malinowym w mroźny grudniowy wieczór pita w ciepłej, pachnącej świątecznymi wypiekami kuchni…., albo piwo przed kominkiem z odrobiną prawdziwego malinowego soku…., albo dla odmiany kieliszeczek nalewki malinowej po styczniowym spacerze w kilkunasto stopniowym mrozie  …….mogłabym wymieniać tak dalej, ale nie będę znęcać się nad czytającymi :o Chyba każdy ma coś ulubionego z malin.
Dawniej, kiedy były tylko maliny tradycyjnie dojrzewające w lipcu nawet nie można było marzyć o takiej ilości zdrowych owoców.Obraz 5887 Największą plagą tradycyjnych malin jest kistnik malinowiec i jego larwy. Są niby sposoby na zwalczanie go, ale to już chemia, której przecież chcemy uniknąć w naszych ogrodach. Wystarczy tej którą musimy zjadać na codzień kupując owoce i przetwory z nich w sklepach, a poza tym i tak jedząc maliny trzeba każdą sprawdzać, bo żaden środek chemiczny nie działa stuprocentowo. Myślę że mało jest takich odważnych żeby garściami jeść maliny lipcowe, chyba że lubią “darmowe mięsko” :o . W przypadku malin jesiennych można tak zajadać bez strachu. TE  MALINY  NIE  ROBACZYWIEJĄ. Może sie zdarzyć, że w wyjątkowo ciepłe lato, kiedy maliny jesienne zaczynają owocować na początku sierpnia w pierwszych owocach znajdziemy jakieś pojedyncze przypadki larwy kistnika, ale będzie ich niewiele i po 15 – 20 sierpnia znikną i nie będzie ich już do końca sezonu, czyli jeśli przyjdzie długa i ciepła jesień nawet do końca listopada !  Zdarzyło mi się zbierać maliny nawet w początkach grudnia !  Nie były one już tak smaczne na świeżo, ale na soki w dalszym ciągu się nadawały.
Malina jest mało wymagającą rośliną. Przyjmuje się właściwie na każdym podłożu. Fakt, że duże zbiory osiągniemy tylko na glebach wilgotnych ( ale nie mokrych) i w miarę urodzajnych, ale mając gorsze warunki rónież możemy cieszyć się tym rewelacyjnym owocem, tylko może w trochę mniejszych ilościach. Krzewy najlepiej jest sadzić w rzędach oddalonych od siebie co najmniej 1,5 m, a w rzędzie nie gęściej jak 40 – 50 cm pomiędzy roślinami. Po roku i tak nasza uprawa zacznie się zagęszczać, z tym że nie polecam zostawiania gęstwiny. Nadmiar roślin należy wyrwać, żeby nie dopuścić do zbytniego zagęszczenia, bo stracimy na ilości owoców – gęste maliny najpierw zmniejszają owoce, a potem przestają owocować !!! Maliny tzw. powtarzalne mogą owocować jak tradycyjna malina w lipcu na starych pędach i później od połowy sierpnia drugi raz na młodych pędach, ale radzę bezwzględnie zrezygnować z owoców lipcowych i co roku po przeowocowaniu wyciąć wszystkie pędy do zera – wręcz skosić i najlepiej spalić. Ma to dwojakie znaczenie. Po pierwsze w ten sposób nie osłabiamy sobie jesiennych zbiorów poprzez usunięcie pędów które mogłyby dać owoce w lipcu, a po drugie jeśli wszedł nam w uprawę jakiś inny pasożyt – zjawisko rzadkie u malin powtarzalnych, ale niestety czasami się zdarza – paląc stare pędy niszczymy również szkodnika. Zawodowi hodowcy zalecają wycinanie pędów jesienią, więc i ja tak podaję, ale równie dobrze można je wyciąć bardzo wczesną wiosną. Ale musi to być jeszcze przed tym zanim rośliny się obudzą i zaczną pompować soki do tych starych pędów. Robiąc to za późno również niepotrzebnie osłabia się rośliny. Uczciwie mówiąc ja nigdy nie obcinam pędów jesienią bo raz zabraknie czasu, a innym razem jak jest zimno już się najzwyczajniej nie chce. Zawsze  robię to wczesną wiosną, jak tylko odrobinę przygrzeje słoneczko i ciężko wysiedzieć jest już w domu, jadę na pierwszy wiosenny spacer do ogrodu i biegam z sekatorem między malinami, a potem na rozgrzewkę rozpalam z nich inaugurujące nowy sezon ognisko. Moje maliny rosną wariacko i co roku mam olbrzymie plony, więc obcinanie wiosenne na pewno nie robi krzakom krzywdy.

Czarna malina

Obraz 5292Czarna malina… roślina znana w sumie od niedawna, ale warta miejsca nawet w najmniejszym ogrodzie.

Jest bardzo plenna i szybko się rozrasta. Owoce smakiem nie przypominają niczego innego mi znanego. W wyglądzie to taka okrągła malina, tylko taka “czarniawa”, natomiast smak jest słodki, soczysty i wszyscy się ze mnie śmieją, ale ja wyraźnie czuję delikatny posmak ….sosny. Ogólnie jest rewelacyjna. Nie bardzo nadaje się na przetwory, bo dżemy i powidła malinowe to porażka, z uwagi na ogrom drobnych malinowych pesteczek. Soku też jest niewiele, mimo że przy zajadaniu sprawia wrażenie bardzo soczystej.  Pysznościowe za to jest z niej winko domowej roboty, czy nalewka, ale przecież nie tworzę tego bloga żeby namawiać kogoś na pijaństwo….., ale taka lampeczka wina w dobrym towarzystwie …:o)

Czarna malina ma bardzo ciekawy sposób rośnięcia i rozmnażania się. Nie spotkałam tego u żadnej innej rosliny. Co roku wypuszcza młode pędy, które zachowują się, jakby nie miały innego zadania jak przerosnąć wszystkie okoliczne drzewa, ale po okresie owocowania nagle zakręca łukiem w dół i bardzo szybko rośnie w kierunku ziemi, w którą wbija się wierzchołkiem. Na początku mojej przygody z tą rosliną podnosiłam ją do góry, wręcz podpierałam, bo sądziłam że przewrócił ją ciężar, wielkość i wiotkość. Ale to był ogromny błąd ! Ona właśnie w ten sposób tworzy młode krzaczki. Wierzchołek nie spadł dlatego że było mu ciężko, tylko “zakotwicza” się w podłożu i na wiosnę, właśnie z wierzchołka, powstanie zupełnie nowa roślina, która powtórzy łukową wędrówkę. Natomiast na pędzie  z poprzedniego roku wiosną pojawi się duża ilość pędów bocznych, ale rosnących tylko pionowo w górę, a na ich wierzchołkach w połowie lipca kule – grona składające się z kilku, a czasami nawet kilkunastu owoców dojrzewających w różnym czasie, na przestrzeni około 3 tygodni.

Roślina jest kolczasta, ale przez to że owoce wytwarza tylko na pionowych, do góry ustawionych, małych pędach “bocznych”, nie ma najmniejszego kłopotu z ich zbiorem. Dojrzałe owoce schodzą  przy delikatnym szarpnięciu, natomiast te które jeszcze są zielone (czyli jak w tym dowcipie czerwone) trzymają się sztywno szypułek i przypadkowo na pewno ich nie zerwiesz.

Roślinie warto postawić stelaż/ogrodzenie wysokości około 1 metra,  żeby wymusić na niej jak najwyższe rośnięcie. Jeśli nie będzie podparta młode pędy nie będą się wysilały i wyrosną najwyżej metr w górę, później grzecznie poczekają na wycięcie starych pędów i leniwie zejdą w dół, a jak się da to i położą na podłożu. Jeśli natomiast zostanie ona podparta młode pędy będą rosły powyżej starych – jak to młodzież, chce byc większa i lepsza od dorosłych :o ) - i nie zacznie spadać w dół zanim wyraźnie ich nie przerośnie. Stelaż natomiast nie pozwoli jej położyć się na płasko, a natura każe im dotrzeć wierzchołkiem do ziemi, więc podparta będzie rosła bardzo szybko i widowiskowo. Kilkuletnie malinowisko przypomina wykres amplitudy.

Czarna malina, jak większość roślin malinopodobnych owocuje na pędach dwuletnich. Będzie owocowała też na pędach starszych, ale zdecydowanie nie polecam pozostawiania ich. Co roku po przeowocowaniu powinno się usunąć wszystkie stare pedy, czyli wszystkie te, na których były owoce w bieżącym roku. Pozostawianie starych pędów nie zwiększy ilości owoców w przyszłym roku, jak niektórzy mylnie myślą. Takie pozostawienie starych pędów roślinę osłabi, niepotrzebnie zagęści i po kilku latach nie przecinania jej, roślina się zestarzeje i może nawet przestać owocować, a na pewno owoce staną się rzadsze, drobniejsze i już nie tak smaczne.

Największym problemem w pielęgnacji tego krzewu jest jego baaardzo delikatny system korzeniowy. Nawet u roślin liczących sobie już kilka lat jest niewielki, delikatny i kruchy, a roślina jest bardzo czuła na wszelkie uszkodzenia systemu korzeniowego. Należy więc zachować najwyższą ostrożność przy opielaniu jej, bo uszkodzenie korzonków może skończyć się nawet  uschnięciem całego krzaczka.